Gdy teraz myślę o moim życiu, gdy nie było w nim jeszcze psów, to było to życie bardzo proste. Nie trzeba było się spinać codziennie ze spacerami, pilnować pory karmienia, pamiętać o zamówieniu nowych smaczków, prać legowisk, planować kiedy kogo wyczesać i wykąpać, czy też pilnie przestrzegać harmonogramu profilaktyki weterynaryjnej. Te sprawy są oczywiste, w tym wpisie skupię się na przedstawieniu kilku mniej oczywistych elementów, które na stałe zmieniły moje życie odkąd mam psy.
1. Nerka
Nie jestem fanką torebek, lubię plecaczki, ale czasem jest za ciepło na osłanianie pleców. Zresztą ostatecznie plecak jest mało praktyczny, jak trzeba z niego szybko wyciągnąć dokumenty, kartę płatniczą lub dzwoniący telefon. Moje życie odmieniło się na lepsze wraz z posiadaniem nerki, jest to obowiązkowy gadżet każdego psiarza, a jak się okazuje, jest świetny nie tylko podczas psich wypadów. Uwielbiam nerki, dzięki nim mam wszystko pod ręką, szybko wyciągnę klucze, chusteczki na cieknący katar czy cokolwiek innego. Tak, nerka, to jest akurat coś czego nie miałam zanim zostałam psią opiekunką.
2. Wczesne wstawanie/poranne długie spacery w lesie

Ten punkt akurat zrodził się nie aż tak dawno, po prostu z planu dnia wynikło, że dla nas najkorzystniejszą opcją jest wychodzenie na długi spacer rano. Dlaczego to zmieniło moje życie? Uwielbiam naturę, las mógłby być moim domem, spacery z rana dają mi siłę na przebrnięcie przez zadania jakie czekają mnie w ciągu dnia. I dlatego wstaję codziennie wcześnie rano, aby móc przygotować szybko śniadanie dla rodziny, pakujemy się i jedziemy pod las, żeby spędzić godzinkę z dala od hałasu miasta. W dodatku mam przez cały dzień już spokojną głowę o długi spacer, bo co by się nie wydarzyło, to spacer mamy już zaliczony 😉
3. Wiedza psychologiczna
W tym obszarze moje podejście nie tylko do psów uległo zmianie, ale do całego życia. Zrozumiałam jak zarówno zwierzęta jak i ludzie mogą się między sobą różnić, jak kształtować nas mogą różne doświadczenia. Do zwierząt zawsze byłam empatyczna, do ludzi empatię miałam mniejszą, rozbudowała się wraz z pozyskiwaną wiedzą. Obecnie psychologia jest dziedziną, którą aktywnie zgłębiam w kontekście ludzi i zwierząt. Studia behawioralne pomogły mi także stać się lepszą ludzką mamą.
4. Życiowa pasja
Wraz z pojawianiem się w domu kolejnych zwierząt, uświadamiałam sobie coraz bardziej jaki jest mój życiowy cel. Zanim pojawił się pierwszy pies, nie do końca wiedziałam w jakim kierunku mam podążać w życiu. Uwielbiam poszerzać wiedzę o behawioryzmie zwierząt, szkoleniu psów, a także zarażać tą wiedzą innych. Lubię pracować z psami i kotami nad różnymi sztuczkami, dociekać źródła problemów z zachowaniem, analizować komunikację oraz pomagać innym budować relacje ze swoimi zwierzętami. Tę pasję postanowiłam przekuć w zawód, ponieważ chciałam pomagać opiekunom psów i kotów zrozumieć ich zwierzęta. Z pasji zrodził się pomysł na zajmowanie się szkoleniem i behawiorem profesjonalnie, dzięki czemu mogę przeznaczać na to jeszcze więcej czasu.

5. Mniejszy budżet
Ten punkt jest pół żartem, pół serio 😉 wiadomo, że posiadanie zwierząt swoje kosztuje. Tak na prawdę nie ma górnej granicy tego ile można włożyć funduszy w zwierzęce hobby. Na rynku obecnie jest tyle pięknych akcesoriów, gadżetów, gier, zabawek, smaczków itp. dla zwierząt każdego gatunku, że głowa mała. A gdzie tam jeszcze miesięczne koszty utrzymania czy czas poświęcony dla pupili. Ale, żeby nie było, ja niczego nie żałuję, jedynie co, to mogło by to wszystko być tańsze 😛
Gdybym miała wymienić, który z tych punktów jest dla mnie najważniejszy, to chyba wybrałabym, ten, który zmienił mój światopogląd. Posiadanie psów bardzo mnie zmieniło, jestem zadowolona z tego, że dzięki nim zaczęłam zgłębiać psychologię i podziwiać ten różnorodny świat ludzi i zwierząt jeszcze od głębszej strony.

